Wiele osób boryka się z problemem prokrastynacji. Kłopotliwe bywa nie tylko odkładanie ważnych rzeczy na później ale w ogóle decyzja – która z nich jest w danym momencie ważna. To przekłada się na brak systematyczności i wieczne odwlekanie zadań, a stąd już prosta droga do nerwicy. Ja w pewnym momencie zacząłem próbować różnych patentów i technik zwiększających motywację i produktywność i niektóre przyniosły w moim przypadku bardzo pozytywne efekty.
Jako że lubię gry, a obserwowanie progresu i zdobywanie „achievementów” sprawia mi z reguły satysfakcję pomyślałem, że warto sobie zrobić narzędzie, za pomocą którego będę monitorował codzienne działania i czynności, przeliczał je na punkty, sumował, uśredniał i ogólnie mierzył jak dobrze ogarniam rzeczywistość w ostatnim czasie.
Tylko samo zbieranie „gwiazdek” wydawało mi się zbyt nudne, więc wpadłem na pomysł, który mógłby nieco uatrakcyjnić moje codzienne mozolne starania. Lubię sobie kupować różne gadżety, ale wyniesiona z domu oszczędność zazwyczaj zostawia we mnie niepewność, czy dana rzecz jest mi potrzebna i czy kupno jej nie jest zbytnią rozrzutnością. Często rzeczy, które mi się podobają nie są mi koniecznie potrzebne, a zaoszczędzone pieniądze mogę przeznaczyć na bardziej poważne inwestycje lub po prostu odłożyć. Zgodnie jednak z ideą nagradzania się za osiągnięcia mógłbym za przekroczenie danej liczby punktów zdobywać wewnętrzną zgodę na kupno jakiejś rzeczy. Spoiler – to fajnie działa 🙂
Pomysł już jest – teraz jak go wykonać? Mógłbym wykorzystać moje umiejętności programistyczne i napisać do tego aplikację, ale jeśli okaże się, że pomysł nie ma sensu, to mógłbym stracić niepotrzebnie mnóstwo czasu. Postawiłem więc na najprostszy sposób – Arkusze Google.
Idea była taka – utworzyć formularz, za pomocą którego wprowadzałbym rodzaj aktywności, którą właśnie wykonałem, a połączony z nim arkusz zliczałby punkty, pokazywał statystyki i konfrontował z założonymi celami wprowadzonymi wcześniej do arkusza. Na samym początku trzeba było ustalić za jakie czynności będę przydzielał sobie punkty. Postanowiłem ustalić 5 kategorii: Dom, Osobiste, Praca, Rozwój, Zdrowie i dopisać do nich czynności (lista mogłaby być aktualizowana).
Przykłady z listy czynności:
- Dom – Biurokracja i opłaty
- Dom – Naprawa i rozwój
- Osobiste – Czas z dziećmi
- Praca – Drobiazgi
- Praca – Praca rozwojowa w skupieniu
- Praca – Usprawnienie pracy
- Rozwój – Czytanie książki
- Rozwój – Granie na instrumencie
- Rozwój – Videotutoriale
- Zdrowie – Bieganie
- Zdrowie – Ćwiczenia fizyczne
Oprócz tego do każdej z czynności przypisałem jednostkę, która oznaczałaby przekroczenie progu oznaczającego zdobycie punktów. I tak np. Rozwój – Czytanie książki: min. 20 stron, 10 pkt, Zdrowie – Bieganie: min. 3km, 15pkt itd. Przy jednostce i liczbie punktów oprócz tego jak coś jest ważne i czasochłonne, brałem pod uwagę moje możliwości i oczywiście fakt jak bardzo nie lubię tego robić.
Formularz do wprowadzania czynności wyglądał następująco:

Dodatkowe pole „data” pozwalało przypisać daną czynność do innego dnia niż obecny na wypadek, gdybym zapomniał lub nie miał czasu wprowadzić aktywności od razu.
Nagrody musiały być odpowiednio zbalansowane, żeby były odpowiednio motywujące i przy okazji nie zruinowały mojego budżetu. Do tego nie mogły być za łatwe ani za trudne do zdobycia, dlatego przy punktacji 5,10 lub 15 pkt za zadanie i założeniu, że dziennie punktacja może oscylować ok 50, uznałem że każda nagroda może być za kolejne 1000 pkt. Przykładowe nagrody:
- Nowe słuchawki
- Nowy fotel do komputera
- Wyjazd na weekend w góry
- Masażer do fotela
- Kingdom Come Deliverance II
- Smartwatch
Po kilku godzinach dłubania formularz już zliczał punkty. Okazało się, że pomysł całkiem dobrze się sprawdza, a motywacja zdobycia kilku dodatkowych punktów pozwalała wcisnąć w ciągu dnia „jeszcze jedno małe zadanie”, którego normalnie by mi się nie chciało zrobić. Po zebraniu pierwszej próbki danych postanowiłem utworzyć sobie dashboard, który wyglądał jak poniżej:

Dane na oczywiście zostały wprowadzone na potrzeby tego screena 🙂
Arkusz sprawdzał się na tyle dobrze, że nie było potrzeby ani czasu przepisywać go jako prawilnej aplikacji, ale doczekał się usprawnień – przede wszystkim rozszerzenia liczby zadań i nieco przemodyfikowanej punktacji, która w skali 1-5 uwzględniała kategorie: trudność, czasochłonność, ważność oraz to jak bardzo danego zadania nie lubię.
Pomysł z nagrodami też okazał się strzałem w 10, bo często zamiast kompulsywnie decydować się na jakiś zakup, po prostu wpisywałem go w arkusz, czasami podmieniając go na wcześniejsze miejsce. Ponieważ czułem, że zasłużyłem na daną rzecz, nie miałem problemu z jej zakupem, a przy okazji nie raz po przemyśleniu usuwałem daną rzecz z listy uznając, że nie będę się aż tak cieszył z jej zakupu.
Arkusze Google kolejny raz stały się dla mnie narzędziem do zbudowania czegoś fajnego. Innym razem za ich pomocą zrobiłem rodzinny turniej obstawiania skoków, ale o tym napiszę kiedy indziej.